Jest to pierwsza moja opublikowana degustacja i z tego tytułu chciałbym chwilę opowiedzieć o swoich umiejętnościach sensorycznych oraz o tym na czym będę się skupiał w moich ocenach. Nie należę do wybitnych talentów sensorycznych i moje umiejętności są raczej zero – jedynkowe (smakuje – nie smakuje, pachnie – nie pachnie) i z tego tytułu będę starał się zawsze oceniać piwo „zdroworozsądkowo”, skupiając się raczej na pierwszoplanowych cechach i pewnie czasami pomijając drugo, czy trzecioplanowe wyróżniki. Bardzo cenne jest dla mnie to, czy piwo jest pijalne lub niepijalne, czy w aromacie występują owoce, czy może zioła, a to czy w zapachu mamy liczi, czy mango (umówmy się) jest często subiektywnym odczuciem.

Etykieta

Wróćmy zatem do głównego tematu tego wpisu, a więc piwa Smoky Joe, które zakupiłem w okolicach początku roku (taki noworoczny prezent), zwabiony napisem Whisky Extra Stout. Pomyślałem sobie, że Stout pachnący whisky będzie czymś bardzo przyjemnym… Spójrzmy zatem z czym mamy do czynienia:

Styl: Whisky Extra Stout
Nazwa: Smoky Joe
Browar: AleBrowar (wyprodukowano w Browarze Gościszewo)
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: 16°
Słody: Pale Ale, Pszeniczny, Whisky Malt 45 ppm, Carapils®, Czekoladowy Przeniczny
Chmiele: Challenger, Fuggles
Inne dodatki: Owies, Palony jęczmień
Drożdże: Safale S-04
Opowieść: Publika szaleje, skandując Smo-ky, Smo-ky! Mimo kresu sił i świstu pary w uszach, nie poddajesz się, podnosząc do ust kolejnego stout’a o przyjemnym, torfowo-asfaltowym posmaku. Czego nie robi się dla sławy i miłości do piwa!

Czego się spodziewałem po takim składzie? Miałem tak naprawdę nadzieję na fajny Stout o czystym profilu smakowym z nutami palonymi, czekoladowymi i whisky… Właśnie!? Co tak naprawdę oznaczają te nuty „whisky”? Na początku oczywiście tego nie wiedziałem, po przejrzeniu kilku ofert ze sklepów sprzedających słody dowiedziałem się, że Whisky Malt to słód wędzony torfem (szkockim) „nadający unikalne smaki i aromaty wędzone” (twojbrowar.pl), wnoszący „do piwa bardzo charakterystyczny smak i aromat torfowy, określany jako spalone kable czy bandaże” (browamator.pl).  A więc to co powinno znaleźć się w aromacie tego piwa to paloność, czekolada i torf! Tylko nie w tej kolejności…

Torfowe uderzenie

Piwo wyjąłem z lodówki i minęło około 30 minut zanim rozpocząłem degustację, myślę, że miało temperaturę w okolicach 8°C. Butelka opatrzona była przezroczystą etykieta, ładnie wykonaną, przedstawiającą „osiłka” dźwigającego sztangę – sam motyw do mnie nie przemawia. Kapsel był standardowy, firmowy AleBrowar’u.

Aromat, który się wydostawał z kieliszka dosyć solidnie uderzył po nozdrzach – nuty torfowe i wędzone właściwie przesłoniły cokolwiek innego. Skojarzyło mi się to piwo z pewną whisky torfową, którą ledwo co zmęczyłem. Bazując na opisach słodów typu whisky oraz recenzjach tego piwa, aromat powinien przypominać spalone kable czy też asfalt. Mi trudno było taki aromat tutaj wyczuć, faktem natomiast jest, że ten aromat wydał mi się nieco chemiczny i być może dlatego powinienem opisać to jako np. spalone kable. W smaku piwo wydawało się raczej słodkie i lekko alkoholowe, oczywiście dosyć intensywnie czuć było cały czas taką torfowość, czy ziemistość. Próżno było tutaj znaleźć nuty czekoladowe (których szukałem), była natomiast lekka paloność i gdzieś tam może przewijał się taki lekki smak czy zapach kawy zbożowej.

Barwa: ciemne, czarne, nieprzejrzyste
Piana: mała, drobno-pęcherzykowa, szybko opadająca ale pozostająca dość długo taki krążek, lekko oblepiająca kieliszek, lacing bardzo niewielki
Aromat: torf i wędzony, lekka paloność
Smak: torf i ziemistość, słodkie, lekko alkoholowe
Goryczka: mała, nie przeszkadza, właściwie pomijalna
Odczucie w ustach: niskie wysycenie, delikatnie oblepiające usta

Moim zdaniem…

Piwo dla mnie było zbyt ciężkie do wypicia (wręcz niepijalne), aromat torfu to nie moja bajka i jest to jedna z nielicznych butelek, których nie skończyłem. Z tym piwem jest trochę jak z tą opowieścią zamieszczoną z tyłu etykietki… to publika musi dopingować aby wziąć kolejny łyk. Mimo pary w uszach nie byłem na tyle silny aby tego dokonać.

Ocena: 2/5

P.S. Okazało się, że moja butelka miała datę przydatności ustaloną na 02.04.2017 (czyli degustowałem przeterminowane piwo, lekki „fail”). Dowiedziałem się tego dopiero na koniec (właściwie pisząc ten wpis), a więc zasadniczo wybaczam wszystko temu piwu i pewnie do tematu podejdę jeszcze raz…

Podziel się...Share on Facebook4Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someonePrint this page