Piwo Donald T. zostało stworzone przez Bytów Browar Kaszubski, od tego czasu doczekało się wielu recenzji i degustacji. Postanowiłem także dorzucić swoje „trzy grosze” oraz dołożyć trochę fajnych zdjęć. Piwo było „trudno dostępne”, zaraz po premierze praktycznie wyparowało ze sklepów. Na początku maja udało mi się kupić jedną butelkę w jednym ze sklepów w Gdańsku. Zobaczmy zatem, czy pozytywne recenzje były faktycznie uzasadnione?

Co mówi o sobie piwo?

Styl: Smoked Russian Imperial Stout
Nazwa: Donald T.
Browar: Bytów Browar Kaszubski
Alkohol: 9,5% obj.
Ekstrakt: 25° plato
Słody: Pilzneński, Wędzony Bestmalz, Monachijski, Abbey, Wędzony Dębem, Special B, Best Black Malt Extra, Karmelowy
Chmiele: Iunga
Inne dodatki: Jęczmień palony, Płatki owsiane
Drożdże: US-05
Goryczka: 4/6
Opowieść: Brak

Po przeczytaniu składu zainteresowały mnie użyte słody i to, czego można się po nich spodziewać. Okazuje się, po sprawdzeniu charakterystyk, że słody Abbey, Special B, Best Black Malt Extra powinny wnosić do piwa odpowiednio nuty chleba, herbatników, karmelu, rodzynek, czy czekolady oraz kawy.

Zatem patrząc na sam skład, oczekiwałem nut wędzonych (idących w „drewno”), solidnej paloności oraz (być może) jakiś subtelnych dodatków w postaci nut chleba, czekolady, kawy, a może i ciemnych lub suszonych owoców.

Opakowanie i subtelna gra słów…

Piwo zostało „zapakowane” w standardową brązową butelkę z etykietą i kapslem w kolorystyce żółtej/pomarańczowej. Będąc szczerym, jeżeli chodzi o estetykę, samo opakowanie nie zrobiło na mnie wrażenia. Było ono co prawda spójne ale widziałem ładniejsze piwa. Uważam, że etykieta była po prostu średnia. Zupełnie inną sprawą jest to, co samo opakowanie starało się sobą przekazać. Tutaj twórcy (celowo lub nie) zaserwowali nam bardzo subtelną grę słów, która mnie osobiście niezwykle zaciekawiła.

Zacznijmy od samej nazwy piwa, „Donald T.” przywołuje na myśl dwie znane osoby ze świata polityki, które pasują do tego określenia. Są to oczywiście Donald Tusk (przewodniczący Rady Europejskiej) oraz Donald Trump (Prezydent Stanów Zjednoczonych). Co więcej, sama etykieta wskazuje, że chodzi dokładnie o te osoby, ponieważ są tam namalowane ich podobizny (przedstawione z profilu).

Sam inicjał „T.” jest także dwuznaczny. Piwo mogłoby się nazywać po prostu „Donald” ale litera „T” wskazuje tutaj także na pewien aspekt „kryminalny”. W końcu wtedy, gdy ktoś staje przed sądem, to jego nazwisko najczęściej jest utajnione. Tutaj nazwa piwa wskazuje bardziej na przewodniczącego Rady Europejskiej, którego niektóre środowiska w naszym kraju chętnie zobaczyłyby przed sądem lub trybunałem stanu. Zupełnie pomijam dyskusję czy słusznie czy nie. Być może, wiele środowisk w USA chciałoby czegoś podobnego dla ich obecnego prezydenta.

Ostatnim elementem gry słów jest dla mnie styl piwa, a mianowicie Smoked Russian Imperial Stout. Obaj „bohaterowie” mają „pewny” stosunek do Rosji. W kontekście Donalda Trumpa mówiło się, że będzie się chciał z Panem Władimirem Putinem dogadać. Donald Tusk, mimo popierania sankcji przeciwko Rosji, nigdy nie był zdecydowanym przeciwnikiem naszego wschodniego sąsiada.

Pod względem przekazu, gry słów i dwuznaczności etykieta jest fenomenalna!

Nie czułem śliwek…

Zgodnie z zaleceniami na etykiecie, do degustacji użyłem szkła typu TEKU. Myślę, że w momencie rozpoczęcia degustacji piwo miało około 10 °C.

Po otwarciu butelki pierwsze co do mnie dotarło to paloność, a zaraz za nią dosyć mocna ale nienachalna wędzonka. Po przelaniu piwa do szkła dalej była wyczuwalna paloność, za nią solidna porcja wędzonki. Wyobraźcie sobie aromat ogniska lub kominka do którego przed chwilą dorzuciliście porcję drewna dębowego, jeszcze lekko mokrego, solidnie dymiącego i wydzielającego cudowny aromat. Za wędzonką można było wyczuć skórkę od chleba (być może od słodu Abbey), a dalej subtelną gorzką czekoladę.

W smaku dominowała paloność i oczywiście delikatna wędzonka. Wyczuwalna była także umiarkowana słodycz wraz z nutami gorzkiej czekolady na finiszu. Czuć było także dosyć wyraźnie alkohol, delikatnie piekł w język. Przeczytałem kilka recenzji tego piwa i mimo usilnych prób nie wyczułem tutaj aromatu śliwek czy innych suszonych owoców.

Piwo było całkiem gęste, delikatnie oblepiało usta, było umiarkowanie pełne, goryczka nie była zbyt intensywna (wydaje mi się, że nie na 4/6) i właściwie nie wpływała na odbiór piwa.

Barwa: ciemne, czarne, praktycznie nieprzejrzyste
Piana: mała, drobnopęcherzykowa, szybko opadająca
Aromat: paloność, wędzonka „od ogniska”, skórka od chleba
Smak: palony, wędzony, umiarkowanie słodkie, gorzka czekolada
Goryczka: średnia, nie zalegająca
Odczucie w ustach: wysycenie niskie, gęste, umiarkowanie pełne, delikatnie oblepiające usta, lekko piekące od alkoholu

 

Podsumowanie

Piwo jest fantastycznie skomponowane i wielowymiarowe. Żaden aromat nie był zbyt nachalny, żaden smak nie uderzał z pełną siłą. Aromaty współgrają ze sobą w harmonii i pozwalają cieszyć się różnymi obliczami tego piwa. To czego w tym piwie mi brakowało, a czego oczekiwałem po przeczytaniu różnych recenzji, to śliwki lub inne ciemne owoce. Być może mój zmysł sensoryczny nie pozwolił mi tego znaleźć. Jeżeli trafię jeszcze na butelkę piwa Donalda T. do kupienia to na pewno znajdzie ona miejsce z mojej piwnicy aby trochę poleżakować. Myślę, że to piwo po 2-3 latach może tylko zyskać!

Ocena: 4/5 – zdecydowanie polecam

 

Podziel się...Share on Facebook4Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someonePrint this page